Lubię Duran Duran. Tak naprawdę dopiero od koncertu w 2006 roku, co do którego nie miałam żadnych oczekiwań a który podobał mi się naprawdę bardzo. Od tego czasu, choć moja znajomość twórczości DD jest cały czas bardzo słaba i ogranicza się właściwie tylko do singli, darzę ich sympatią i co jakiś czas lubię ich posłuchać. Bo melodyjni i rytmiczni.
Wszelkie muzyczne podsumowania 2010 roku sprawiły, że sięgnęłam po najnowszą płytę reaktywowanego 5-osobowego składu Take That. „Progress”, choć ukazał się dopiero w listopadzie, stał się jedną z najlepiej sprzedających się płyt całego roku w Wielkiej Brytanii. Zanim jednak zapoznałam się z albumem, przypadkiem trafiłam na YouTube na dokument o TT.
Lista najczęściej słuchanych przeze mnie wykonawców 2010 oczywiście tylko częściowo pokrywa się z listą albumów i utworów. Oczywiście, ponieważ trudno jest słuchać tylko i wyłącznie najnowszej muzyki. Są tu zatem i moi starzy muzyczni znajomi, i ci nowi i nowsi. Ci, do których faktycznie lubię wracać, i tacy, którzy znaleźli się w zestawieniu trochę przez […]
Niezmiernie ciekawie, ale i trochę smutno przedstawiają się statystyki najczęściej słuchanych przeze mnie utworów. Właściwie przez pierwsze pół roku nie potrafiłam znaleźć żadnego faworyta. Owszem, pierwsza piosenka z datą 2010, która zapętliła się w moim odtwarzaczu, miała swoją oficjalną premierę w lutym, ale potem długo nic się nie działo.
Dziwny to był rok. Długo miałam nadzieję na jakieś wystrzały, wybuchy, eksplozje, do końca właściwie. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. 12 miesięcy i nic. Nawet cienia tych uczuć, które zalały mnie w 2009 roku, roku fantastycznym pod względem muzycznym, roku dużych płyt ważnych wykonawców. Tym razem otrzymaliśmy całą masę „małych”, undergroundowych niemal wydawnictw, bardziej i […]
Było ich pięciu. Odpowiedzialny Gary, słodki Mark, dowcipniś Robbie, szalony Howard i przystojny Jason. Nazywani byli piątką z Manchesteru, na wzór piątki z Liverpoolu. Istnieli niespełna 6 lat, nagrali 3 albumy, wylansowali kilka hitów.
Najpierw był czarno-biały, niskobudżetowy (jeśli w ogóle można tu mówić o budżecie) klip, potem stopniowo narastające zainteresowanie alternatywnych mediów, wreszcie wyróżnienie przez BBC w corocznym plebiscycie na muzyczne nadzieje nadchodzącego roku. Dalej poszło już z górki – kontrakt z Sony, klip jeden, drugi, trzeci, zmasowany medialny atak na każdego, kto się nawinie.
Pierwszy tydzień stycznia był szarobury. Zimne i ciemne poranki ostatecznie obwieściły koniec świątecznej atmosfery. A mnie któregoś takiego ranka zbudziła przepiękna melodia.