Część 3 z 4 serii: Muzyczne podsumowanie 2010

W przypadku zestawienia płyt 2010 zastanawiałam się, na ile kierować się statystykami z lasta, a na ile własnymi wspomnieniami i odczuciami. Przecież last wysoko plasuje dany krążek nawet wtedy, gdy słuchało się z niego tylko jednego utworu, za do bardzo długo i często.

Część 2 z 4 serii: Muzyczne podsumowanie 2010

Niezmiernie ciekawie, ale i trochę smutno przedstawiają się statystyki najczęściej słuchanych przeze mnie utworów. Właściwie przez pierwsze pół roku nie potrafiłam znaleźć żadnego faworyta. Owszem, pierwsza piosenka z datą 2010, która zapętliła się w moim odtwarzaczu, miała swoją oficjalną premierę w lutym, ale potem długo nic się nie działo.

Część 1 z 4 serii: Muzyczne podsumowanie 2010

Dziwny to był rok. Długo miałam nadzieję na jakieś wystrzały, wybuchy, eksplozje, do końca właściwie. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. 12 miesięcy i nic. Nawet cienia tych uczuć, które zalały mnie w 2009 roku, roku fantastycznym pod względem muzycznym, roku dużych płyt ważnych wykonawców. Tym razem otrzymaliśmy całą masę „małych”, undergroundowych niemal wydawnictw, bardziej i […]

Nawet jeśli słucham muzyki podczas snu, ciekawe dźwięki zawsze są w stanie mnie obudzić. Tak też stało się w zeszłym tygodniu, gdy po kilku miesiącach trzymania w odtwarzaczu płyty Matthew Deara „Black city”, włączył się utwór zatytułowany „You put a smell on me”.

To nie moje odkrycie. Po raz pierwszy usłyszałam tę piosenkę z komputera newmana. A gdy powiedział co to, wytrzeszczyłam ze zdziwienia oczy. Nowe OMD w odsłonie „pulsującej” brzmi dziwnie.

Zadałam jakiś czas temu na forum publicznym na wpół retoryczne pytanie, dlaczego w tym roku zachwycam się tylko muzyką z zeszłego. Otrzymałam odpowiedź: „jeśli nie zachwycił cię nowy Brendan Perry to już nic cię nie zachwyci”. Przerwóciłam oczami i stwierdziłam tylko, że to nie moja bajka.

Nadeszła jesień a wraz z nią, jak co roku w moim życiu, czas Bryana. Bo Bryana Ferry słucham głównie jesienią. Zawsze do pochmurnego nieba, chłodu i liści spadających z drzew, pasował mi najbardziej. W tym roku jesień z Bryanem jest tym smakowitsza, że pierwszy dandys muzyki art-glam-pop-rockowej wydał właśnie nową płytę.

Któregoś pięknego i jeszcze ciepłego dnia zjeżdżałam ruchomymi schodami… nie, schodziłam nieruchomym chodnikiem na peron 4 Dworca Centralnego. Dzień, jak codzień, wokół ludzie biegnący na oślep by tylko zdążyć na swój pociąg, oraz ich totalne przeciwieństwo – tacy, którzy nigdy nigdzie się nie spieszą. I ja, tamtego dnia należąca do tej drugiej grupy. Pamiętam tamten […]

Hurts – „Happiness” [2010] Czekałam na ten moment niemal rok, więc nie mogłabym teraz o nim nie napisać. Myślałam tylko, że będzie wyglądał nieco inaczej. Kiedy usłyszałam Hurts po raz pierwszy i gdy „Wonderful life” tak mnie poruszyło, że postanowiłam się tym podzielić ze światem, miałam problemy ze znalezieniem jakichkolwiek informacji o tym tajemniczym zespole […]