Jak zwykle zaczęło się od okładki. Mężczyzna (ujęcie z profilu) odziany na czarno z równie czarnym pióropuszem na głowie (ni to Jamiroquai, ni Natasha Khan) uchwycony w czasie przechadzki po lesie – na ziemi dywan z uschniętych liści, w tle powalone drzewa z powyginanymi we wszystkie strony gałęziami a nad całością unosząca się mgła. Tajemniczo i już trochę jesiennie. Tak wygląda z zewnątrz wyśniona kraina Suego Faults – romantyczna utopia nie z tego świata, która jest wytworem podświadomości Maksa McElligotta, ukrywającego się pod pseudonimem Wolf Gang.

Garnitury i grzecznie ułożone fryzury stają się coraz modniejsze. Obecnie taki styl kojarzy się przede wszystkim z Hurts, ale chłopakom z Mirrors mimo wszystko bliżej wizualnie do Kraftwerk niż do Theo i Adama. Chociaż oba młode zespoły garściami czerpią inspiracje z lat 80tych, stawiając sobie za wzór takie legendy jak Depeche Mode, OMD czy New […]

Nadrabiając w ostatnim czasie telewizyjne zaległości, natknęłam się wielokrotnie na spot reklamowy zapowiadający ramówkę TVN na majowy weekend. Wśród proponowanych filmów znalazła się komedia romantyczna pod nijakim i nic nie mówiącym tytułem „Prosto w serce” – w wersji oryginalnej „Music and Lyrics”. Obraz mocno przeciętny, według mnie nie wykorzystano tu zupełnie potencjału lat 80tych i historii zespołu PoP!, która tak naprawdę była najciekawszym elementem filmu. Jest jednak coś, co skłoniło mnie do obejrzenia „Music and lyrics” – piosenka, dzięki której dowiedziałam się o filmie.

To będzie taki subiektywny snapshot na temat płyty, która ukazała się już kilka miesięcy temu – dokładnie 11 lutego i od tego czasu stała na mojej półce, czekając na przesłuchanie. Mowa o „Charm School” mojego ukochanego zespołu lat 90tych – Roxette.
No cóż, pierwszy singiel mnie nie zachwycił, może więc dlatego odwlekałam moment wysłuchania całości. W końcu jednak trzeba było się odważyć – ostatecznie do koncertu pozostało coraz mniej czasu. Miałam jakieś oczekiwania w stosunku do tej płyty, choć starałam się nie bujać za bardzo w obłokach.

Rok 2009 jest zdecydowanie moim ulubionym rokiem pod względem muzycznym w pierwszej dekadzie XXI wieku. Był pełen ciekawej muzyki, porywających hitów, doskonałych płyt i interesujących debiutów. Ostatnie lata pokazują jednak, że zadebiutować nie jest wcale tak trudno, prawdziwą zaś sztuką jest się utrzymać na rynku.

Okładka płyty jest jak ubranie – im ktoś lepiej ubrany, tym większą przyciąga uwagę. Wiadomo, że wygląd to nie wszystko i często to, co ładne na wierzchu, wcale nie musi takie być w środku. Nie da się jednak zaprzeczyć, że pierwsze pozytywne wrażenie wzrokowe zachęca do bliższego kontaktu. Dlatego właśnie lubię płyty z ładnymi okładkami.

Lubię Duran Duran. Tak naprawdę dopiero od koncertu w 2006 roku, co do którego nie miałam żadnych oczekiwań a który podobał mi się naprawdę bardzo. Od tego czasu, choć moja znajomość twórczości DD jest cały czas bardzo słaba i ogranicza się właściwie tylko do singli, darzę ich sympatią i co jakiś czas lubię ich posłuchać. Bo melodyjni i rytmiczni.

Wszelkie muzyczne podsumowania 2010 roku sprawiły, że sięgnęłam po najnowszą płytę reaktywowanego 5-osobowego składu Take That. „Progress”, choć ukazał się dopiero w listopadzie, stał się jedną z najlepiej sprzedających się płyt całego roku w Wielkiej Brytanii. Zanim jednak zapoznałam się z albumem, przypadkiem trafiłam na YouTube na dokument o TT.

Część 4 z 4 serii: Muzyczne podsumowanie 2010

Lista najczęściej słuchanych przeze mnie wykonawców 2010 oczywiście tylko częściowo pokrywa się z listą albumów i utworów. Oczywiście, ponieważ trudno jest słuchać tylko i wyłącznie najnowszej muzyki. Są tu zatem i moi starzy muzyczni znajomi, i ci nowi i nowsi. Ci, do których faktycznie lubię wracać, i tacy, którzy znaleźli się w zestawieniu trochę przez […]