Wsiadłam kiedyś w Krakowie do pociągu, który niespodziewanie ruszył przed czasem. Wzbudziło to mój niepokój, bo po czasie to rozumiem, wszak pociągi często się spóźniają, ale żeby przed? To się nie zdarza… Szybko okazało się, że to był po prostu zły pociąg.
Przypomniała mi się ta historia gdy wczoraj Ronan i jego ekipa pojawili się na scenie ok. 20:50, czyli jakieś 10 minut przed czasem. Owszem, światła zgasły, muzyka ucichła, ale wszyscy byli jeszcze zajęci swoimi sprawami, pogaduchami, komórkami itp. A tu nagle na scenę jak gdyby nigdy nic wychodzi Ronan. Autentycznie myślałam, że może coś się stało i zaraz ogłosi, że koncert mocno się opóźni, będzie krótszy albo co… Ale nie. Ronan się przywitał i po prostu zaczęli grać. Bez wstępu, bez fajerwerków, bez budowania napięcia.
To był ten pociąg. Bo to, co zaprezentowali w ciągu następnych niemal 2 godzin, to było bardzo dobre show. Naprawdę dobre. Miałam poczucie, że ostatni koncert VNV w Progresji, który był taki o, po prostu był, to tylko wypadek przy pracy i się nie myliłam. Tak jak wtedy dostaliśmy koncert znacznie poniżej poziomu VNV, tak teraz Ronan wynagrodził nam to z nawiązką. Trasa “Construct/Destruct” rozpoczęła się dopiero co, 5 lutego, i co ciekawe promuje dwupłytowy album, którego pierwsza część ukaże się dopiero 28 marca. Dość ryzykowne posunięcie, bo jak tu promować coś, czego jeszcze nikt nie zna? I właściwie póki co promowanie jest bardzo ostrożne, bo Ronan grywa zaledwie 3 nowe utwory.
Nie byłam i w sumie nadal nie jestem przekonana do pomysłu żeby zaczynać trasę koncertową przed ukazaniem się nowego albumu. Umówmy się, granie zupełnie nowych, jeszcze niewydanych piosenek, może skończyć się różnie. No niestety ja należę do tych osób, które lubią na koncercie słuchać znanych rzeczy, bo wtedy po prostu lepiej się bawię. Ponieważ jednak przed warszawskim koncertem Ronan zdążył już kilka razy wystąpić, to i na YouTube pojawiły się nowe utwory. Szczerze mówiąc pierwszego, który rozpoczynał koncert, “Save me”, nawet nie zauważyłam. Tak splótł się z “Only Satellites”, że myślałam, że to cały czas satelity, tylko w jakiejś spowolnionej wersji. “Close to Heaven”, które jest spoko, choć mogłoby się skończyć jakieś 3 minuty wcześniej, na żywo brzmi lepiej niż na nagraniach. Za to “Silence speaks” wymiata i sprawia, że ostrzę sobie pazurki na nową płytę. Ten utwór ma zadatek na kolejny parkietowy szlagier. A poza tym w setliście znalazł się przekrój utworów chyba z całej kariery VNV. Tym razem jednak bardziej doceniłam starsze rzeczy, które dawno temu leciały na moich pierwszych depotekach i SDGE – “Legion” i “ Honour”, oraz ballady “Carbon” i “Illusion”. Za to przy tych, które najbardziej lubię, postanowiłam się po prostu bawić – “When is the Future”, “Retaliate”, “Control” przetuptałam. I nawet za bardzo nie zauważyłam braku mojego ukochanego duetu “Epicentre” i “Chrome”, choć był to chyba mój pierwszy koncert, na którym ich zabrakło. W ogóle bardzo dużo tuptałam i się ruszałam, bo raz- było do czego, a dwa- umówmy się, że nie było ścisku. Na szczęście Ronan i tak był zadowolony z publiczności. W ogóle tryskał energią i humorem. Zupełnie inny człowiek niż ostatnio, prawdziwy Ronan i to jeszcze w wersji 200%. Zagadywał do publiczności, pozował do zdjęć, podczas jednej piosenki, którą ktoś transmitował komuś innemu, wziął jego telefon do ręki i sam poprowadził transmisję. Takiego go znam, na szczęście mojego aparatu tym razem nie chapnął 😉 Podczas “Perpetual” zaprosił na scenę młodocianą fankę żeby uderzała w talerze perkusyjne. Tę piosenkę w ogóle prawie całą przegadał, ale był to dość zabawny moment koncertu. Do tego ciągle pytał “are you ok?” i “how you doin’?” a publiczność entuzjastycznie odpowiadała. Energia biła z obu stron. Myślę, że duże znaczenie ma fakt, że trasa dopiero się rozpoczęła, więc Ronan jest świeży i wypoczęty, a poza tym chyba najzwyczajniej w świecie sam się cieszy nową płytą. Warto też wspomnieć o tym, że koncert ma świetną oprawę wizualną. Są nie tylko światła ale i wizualizacje, zazwyczaj są to różne abstrakcyjne wzory, ale świetnie komponują się z muzyką i dodają dynamiki całemu show. Szczerze to mam nadzieję, że gdy “Construct/Destruct” ukaże się już w całości, to Ronan wróci by zagrać drugą część trasy, bo mam wrażenie, że to wszystko to dopiero początek.




