Odkryte w 2023 – utwory, płyty, wykonawcy. Czyli rzeczy, które trafiły do mnie trochę po czasie, ale za to na tyle skutecznie, że nie mogłabym o nich nie wspomnieć w podsumowaniu roku.
Massive Ego – “Let go” [2017]
Coś mi się zdaje, że pisząc Muzyczne podsumowanie 2022, właśnie odkrywałam “Let go”. No więc w końcu odkryłam i dość mocno mi się wkręciło. To kolejny utwór Massive Ego, który mnie porwał. Tym razem zadziałał ten fantastyczny motyw, który słychać na początku. Do tego tempo – nie do końca taneczne, ale bit jest tu konkretny. Takie lubię. Ale gdy zachwyty nad melodią i produkcją opadają, dociera do mnie także tekst. Mądry, aktualny i dobrze napisany. Bardzo, bardzo udany utwór.
David Guetta & Becky Hill & Ella Henderson – “Crazy What Love Can Do” [2022]
Nie do końca pamiętam, co było pierwsze, ale to było chyba tak. Słuchałam sobie jakichś EDMów, wylosowanych przez Spotify, bo potrzebowałam żywej muzyki do pracy i naprawdę nie miałam już pomysłów czego słuchać. I Spotify wylosował “Crazy what love can do”, a że jest to utwór wysoce melodyjny, to zapisał się w mojej pamięci. Ale nie sądzę, żebym kiedykolwiek chciała sama do niego wrócić, gdyby nie to, że dosłownie kilka dni później usłyszałam go na zumbie. A potem leciał może nie na każdej, ale na co drugiej. Do tego świetny układ choreograficzny i wpadłam. Do tej pory to mój zumbowy top. Bardzo, bardzo lubię do tego tańczyć.
Foxxi – “Hello Beautiful” [2021]
Notka na Spotify mówi, że Foxxi to trio, w skład którego wchodzą Natalie Major, Tyler Shamy i Rob Kleiner, a ich muzykę można usłyszeć w kilku serialach. Zresztą sama Natalie mówi, że z Foxxi robi “sassy pop for TV/Film”. Poza tym jest profesjonalną wokalistką, która pracowała m.in. z Tiesto, ale z którą właściwie może współpracować każdy, o ile go na to stać. Większość utworów z jej gościnnym udziałem, jakie udało mi się znaleźć, to typowy EDM, nic specjalnie zapadającego w pamięć ani pod względem muzycznym, ani wokalnym. Ale w “Hello Beautiful” brzmi naprawdę inaczej. Brzmi ciekawie, brzmi jakby bawiła się piosenką, ale i miała coś do powiedzenia. To pop puszczający do słuchacza oczko, melodyjny, ale z mocnym bitem i ciekawym riffem gitarowym. I faktycznie, brzmi zadziornie. Ma się ochotę potuptać nogami i powiedzieć Natalie, żeby zostawiła te dance’y.
Covered in Snow – “Glasgow smile” [2021]
Zaczyna się niepozornie i skromnie, płynie sobie lekko i radiowo,a potem wchodzi refren… i jest w nim coś rozrywająco pięknego. To zupełnie niespodziewana melodia, która kruszy serce. Dosłownie, człowiek się roztapia.”Glasgow smile” to taki popowy, delikatnie synthpopowy utwór w starym stylu. Nie rozwala systemu, ale grzecznie puka do drzwi. A gdy się go już wpuści, to nie chce wyjść.
Whorticulture – “Crucify” [2021]
Whorticulture to duet z Denver, który sam określa swoją muzykę jako “dark electronic dance music”. Aż dziw bierze, że tak daleko od europejskiej kolebki takich brzmień, wykiełkowało coś takiego, zwłaszcza, że futurepop i synthpop raczej najlepsze lata mają już za sobą. Chociaż może się mylę, może właśnie potrzeba tu świeżej krwi. Tymczasem panowie w 2021 roku nagrali bardzo zgrabny cover klasycznego hitu Tori Amos. Trochę bitu, trochę elektroniki i mamy bardzo ładny przytupaniec w refrenie. Fajnie tam kołysze, tak jak lubię. Zresztą w klipie panowie też dają się ponieść tańcom. W sumie to im zazdroszczę, bo też chętnie bym do tego potańczyła na jakiejś imprezie.
Emmon
Internet mówi, że początki projektu sięgają 2001 roku, tymczasem ja poznałam Emmę Nylén i jej muzykę dopiero teraz, za sprawą albumu “Recon”. Nie będę się wypowiadać o płycie, ani wyróżniać żadnego utworu, bo to nie tego typu muzyka, bym potrafiła wskazać faworyta. Tutaj liczy się całokształt, klimat, poszczególne dźwięki, brzmienie. A to jest ciężkie i mroczne. Towarzyszy mu mocny, jednostajny bit, a rozjaśnia jedynie dziewczęcy wokal Emmy. Jest dość chłodno i oszczędnie, próżno tu szukać łatwo wpadających w ucho hitów. Całość jednak jest interesująca i wciągająca. Zdecydowanie warto zapamiętać tę nazwę.
Unify Separate – “Closure” + “Dying on the Vine” [2022]
Pod tym szyldem kryje się szkocki wokalista Andrew Montgomery (wcześniej zespół Geneva) oraz znany z Lowe Leo Josefsson. Razem nagrali płytę, która zaczyna się bardzo mocno elektronicznie, niemal transowo, by następnie przerodzić się w trochę bardziej skoczną wersję pop-rocku znanego z dokonań Lowe.Cała płyta wydała mi się nierówna, ale może to dwa pierwsze utwory bardzo mocno zaostrzyły mój apetyt i sprawiły, że chciałam trochę czegoś innego, niż ostatecznie dostałam. Dlatego nie wyróżniam całej płyty, tylko początkową dwójkę. “Closure” chwycił mnie za serce. Pięknie się rozwija i wciąga. Z kolei “Dying in the Vine” momentalnie wchodzi do głowy. Bardzo fajny, synthpopowy kawałek do tuptania.
BLACKBOOK – “Confessions of the Innocent” [2022]
BLACKBOOK to odkrycie totalne. Ten zamaskowany szwajcarsko-holenderski duet (wizualnie bardzo przypomina mi PRIEST) wdarł się z impetem do świata dark-electro i nie bierze jeńców. W dodatku jego muzyka jest na tyle hitowa i przystępna, że spokojnie może wyjść daleko poza ramy tego gatunku. Jest soczyście, jest elektronicznie i jest przede wszystkim porywająco, a do tego czuć powiew świeżości. Czego tu nie ma? Synthpop, electropop, synthwave, futurepop, czerpanie garściami z lat 80., ale ubieranie tego wszystkiego w nowoczesne dźwięki i aranżacje. Do tego praktycznie każdy utwór porywa do tańca. Płyta jest tak bogata, że aż zapiera dech w piersiach. Jest bold and beautiful.
